top of page
luka.jpg
specnaz.jpg

Specnaz w Smoleński ( Raport Smoleński)

Gwasz

8_Naprowadzanie-z-cyklu-Raport-Smoleski.jpg

Naprowadzanie ( Raport Smoleński) 2020 r.

olej na płótnie

9_Ldowanie-z-cyklu-Raport-Smolesk.jpg

Lądowanie ( Raport Smoleński), 2020 r.

olej na płótnie

10_Pobojowisko-z-cyklu-Raport-Smoleski.jpg

Pobojowisko ( Raport Smoleński), 2020 r.

olej na płótnie

​Piotr Bernatowicz
historyk i krytyk sztuki, kurator, w latach 2006-2014 redaktor naczelny magazynu o
sztuce Arteon,  dyrektor CSW Zamek Ujazdowski w Warszawie

 

Od dokumentu do duszy. Z Marcinem Kędzierskim o cyklu „Raport smoleński” rozmawia Piotr Bernatowicz

Piotr Bernatowicz Magazyn LUKA, kwiecień 2018 r.



PB – Jak powstał cykl „Raport smoleński”?

MK – Materiały, przemyślenia pojawiały się przez parę lat. Sam moment rozpoczęcia
malowania cyklu to jest zeszły rok. Interesowałem się tym tematem, przekazem w mediach,
a także badaniami na ten temat jako zwykły obserwator. I starałem się w moim malarstwie zachować reżim prawdopodobieństwa, bo choć te rzeczy nadal nie są wyjaśnione,
niektóre dowody są nadal w Moskwie, to jednak pewne badania były prowadzone i korzystając z własnych możliwości starałem się to zobrazować. Ten cykl zawiera pięć obrazów.

PB – Jaki cel przyświecał Twojej pracy?

MK – Cel jest taki, że ponieważ było to duże wydarzenie, życiowe – ja nie traktuję tego w kategoriach polityki, ale ważnego wydarzenia nie tylko w życiu kraju, ale także osobistym – że podszedłem do tego na zasadzie potrzeby katharsis. Oczyszczenia, czy przekroczenia. Chciałem zamknąć swoje przypuszczenia, wyobrażenia. Wychodząc od dokumentu starałem się dojść do duszy. Malarz nie ma dokumentować naukowo, ale przybliżyć dane wydarzenie sobie i osobom, które mu zaufają. Oswoić to wydarzenie.

PB – Jest to rodzaj artystycznego dokumentu? Z jakich źródeł korzystałeś?

MK – Moim medium podstawowym jest malarstwo olejne na płótnie. Korzystam też z aparatu, z fotografii jako pierwszego źródła. Pracuję też w technice gwaszu na papierze. Tak wyszkoliłem, wyrobiłem ten proces od oka do ręki, że czasami wolę coś pokazać tylko kilkoma plamami. Jeśli chodzi o źródła, bazą dla mnie były ogólnodostępne materiały o tragedii. Przeglądałem je przez parę lat w miarę ich ujawniania. Starałem się ten cały materiał konfrontować z opiniami specjalistów, pytać, czy to może mieć związek z rzeczywistością czy nie. Źródłem były też dla mnie badania naukowców, zespołu parlamentarnego, który prowadził badania od pewnego czasu, także tzw. konferencje smoleńskie. Ja śledziłem to ze swojego punktu widzenia, zwykłego obywatela. Jasne jest dla mnie, że te pierwsze ustalenia komisji Millera są związane z wersją rosyjską i okazały się z czasem łatwe do podważenia. Późniejsze badania przynosiły nowe obserwacje, nowe odkrycia. Dołączyło się też wielu badaczy zagranicznych. Co ja mogłem zrobić jako malarz? Mogłem budować na podstawie tych źródeł swoją wizję, chociaż oczywista rzecz, że jest ona subiektywna. Może się to wydać naiwne, ale kierowałem się też własną intuicją.

PB – Zacznijmy od obrazu „Naprowadzanie”. To pierwszy obraz rozpoczynający cykl.
MK – Obraz przedstawia lotnisko na podstawie zdjęcia dokumentalnego z tego okresu. Tak mniej więcej to wyglądało, taka buda na tym polu — to jest ta wieża kontrolna — i las w tle. To nie był najwyższy standard. W sumie jest to najzwyczajniejszy barak. Całość przypomina jakiś obraz peryferiów postkomunistycznych, który zobaczyć można w reportażach z dawnych terenów ZSRS, z Ukrainy gdzie są takie opuszczone, zaniedbane miasta. To jest taki klimat. Architektura z lat 70. niby wygląda na współczesną ale jest to zapadająca się ruina. Prowizorka, do której oni są przyzwyczajeni. Zachował się też zapis tego naprowadzania i ten zapis świadczy o tym, że tam był straszny bałagan. Nawet na poziomie języka. Przypominało to jakieś fragmenty filmów o drugiej wojnie światowej, z filmu „Czterej pancerni i pies”, jak oni w czołgu nasłuchiwali jakiś krzyków, hałasów, szczekania psa. Chociaż tam pies nie szczekał. Porażające są też informacje, które później się ukazały, że zarządzał tym naprowadzaniem generał z Moskwy, generał Benediktow…

PB – To jego twarz wyłania się znad drzew w lewej części obrazu?

MK – Tak. Zastanawiałem się jak pokazać, że jest obecny w tym naprowadzaniu, ale przecież z oddalenia, z Moskwy. Ostatecznie wylądował mi w chmurach. To jest szef lotnictwa transportowego, szycha z Moskwy, która zawiadywała lądowaniem tego samolotu i samolotu wcześniejszego. Bo ni stąd ni zowąd lądował tam wcześniej transportowy IŁ. Czy to była próba generalna? Nie wiem. Ale ja nie jestem dziennikarzem śledczym, także nie mam do tego narzędzi, żeby określić jego rolę.

PB – Jednak to umieszczenie przeskalowanej głowy tego generała ponad lasem, co przeczy realizmowi Twojego obrazu, sugeruje, że mamy tu do czynienia z kimś, kto zawiaduje całym wydarzeniem. Że on za tym stoi.

MK – Tak. To jest takie miejsce przeznaczone w malarstwie dla postaci ważnych, może nie dla Boga, ale rzeczywiście dla kogoś to panuje nad wszystkim. Podkreśla to kolor: błękit symbol duchowości i pozycja na samej górze. Tak, on jest tym zarządzającym lądowaniem.

PB – Przejdźmy zatem do „Lądowania”, to drugi obraz z serii. Chociaż trudno to nazwać lądowaniem, bo widzimy samolot jeszcze w locie, który jest rozsadzany od środka przez wybuch. Widać też fragment lewego skrzydła, którego koniec jest urwany. To odniesienie do tezy o brzozie, która miała być przyczyną katastrofy?

MK – Ten obraz oparty jest na źródle, konstrukcja tej sceny jest wywiedziona z wizualizacji sekwencji zdarzeń opracowanych przez naukowców. Mówią oni, że najprawdopodobniej eksplozja nastąpiła w środku. Na to wskazują szczątki, które były badane. A raczej zdjęcia tych szczątków. To skrzydło według badaczy zostało zniszczone w pierwszym wybuchu. Miały być łącznie dwie, albo trzy eksplozje. Eksplozja w skrzydle miała doprowadzić do tego, że samolot utracił stabilność. Dopiero później nastąpiły dwie kolejne, zasadnicze eksplozje.

PB – Wybrałeś zatem moment tej zasadniczej, drugiej eksplozji?

MK – Tak. Zostało ustalone, że centrum tego wybuchu było w okolicach salonki prezydenckiej. Szczątki wskazywały na to, że kadłub był odkształcony od środka, a nie spłaszczony jak powinien być przy upadku samolotu na plecy, rzekomo odwróconego po słynnej beczce.

PB – Widać też wyraźnie drzwi odrzucane siłą eksplozji od kadłuba…

MK – Zgadza się. One były wbite w ziemię do głębokości około metra. Do połowy byłe wbite w grunt. Tak jakby były pociskami wystrzelonymi z karabinu. Starałem się wyobrazić tę scenę malarsko. Jest tu kontrast energii dobywającej się z środka, która rozjaśnia ten krajobraz szarego, ciemnego poranka. To było wcześnie rano, może ci ludzie spali. Tak się domyślam. Możemy sobie to tylko wyobrazić, przecież nikt nie przeżył. Zastanawiające jest to, że wszyscy zginęli choć mieli różne obrażenia. Nawet jedna osoba nie przeżyła.

PB – Tytuł „Lądowanie” brzmi jak gorzka ironia…

MK – Tak. Eksplozja miała miejsce 30 metrów nad ziemią. To jest ważne. Czarne skrzynki zostały zarekwirowane, potem zapis był udostępniany, ale okazał się niespójny. Oryginalnych zapisów z czarnych skrzynek nie dostaliśmy nigdy. Natomiast w samolocie był komputer pokładowy, który analizował parametry i ten moment kiedy większość urządzeń zanotowało awarię i przestało działać miał miejsce ok. 30 metrów nad ziemią. Więc to też jest jakiś znak. Było bardzo blisko tego lądowania, a jednak samolot nie wylądował.

PB – Kolejny obraz „Pobojowisko”.

MK – Od razu się przyznam, że to jest bardzo trudny temat. Ja spróbowałem. Ale to tylko jest próba.

PB – To co widzimy to jest fragment pejzażu w tle…

MK – To jest to, co zawsze pokazywano — jakiś półleśny teren. Z błotem, drzewa bezlistne, jakieś chaszcze. Konstrukcja obrazu jest prosta. Posiłkowałem się badaniami archeologów, którzy zaraz po katastrofie pojawili się pod Smoleńskiem. Profesor Archeologii z UKSW w Warszawie Marek Dulinicz zebrał grupę archeologów, którzy pojechali i zaczęli badać ten teren. Metr po metrze. Sam Profesor nie zdążył pojechać na miejsce badań, zginął w wypadku samochodowym zaraz przed. Wszystko notowali i zaznaczali na planie. I ja ten właśnie plan wykorzystałem — pokazujący rozmieszczenie szczątków samolotu. Biała sylwetka samolotu w prawym rogu jest dla porównania. Gdyby te wszystkie białe szczątki, te białe plamy połączyć, to powstałby taki obraz samolotu. To jest próba uchwycenia tego, co tam się wydarzyło. Te sześćdziesiąt tysięcy elementów tego samolotu, małych, większych to symbol, znak rozpadu.

PB – W dolny lewy rogu jest obrazek z wizerunkiem Chrystusa Miłosiernego…

MK – Tak. Powyżej jest też mundur, dowód osobisty. Trafiłem na stronę internetową, gdzie były zdjęcia wszystkich pozostałości zbieranych przez ludzi. Był tam też ten Chrystus, taki typowy obrazek. Był dowód osobisty. Były jakieś kosmetyki. Jakieś umundurowanie. Ja to wszystko w tę glebę powrzucałem symbolicznie. Jakby w tę ziemi po raz kolejny polskie rzeczy zostały wrzucone. To jest właściwie pobojowisko, chociaż to nie była walka. Tylko piloci właściwie walczyli, cztery osoby, a reszta mogła tylko czekać, czy im się uda czy nie. A z kim oni walczyli, to do końca jeszcze nie wiadome.

PB – Obrazek Chrystusa Miłosiernego, który umieściłeś, a który jak mówisz też tam na miejscu odnaleziono, jest jakby kluczem do zrozumienia tej sceny. Wychodzisz od dokumentu, ale zmierzasz do ducha, jak mówiłeś. To symbol nadziei, choć sytuacja zdaje się beznadziejna.

MK – Rozmawiamy w okresie przedświątecznym, zbliża się Wielkanoc, ten moment w którym — jak wierzą chrześcijanie — Chrystus zmartwychwstał. I te dziewięćdziesiąt sześć osób, które zginęło…

PB – Myślę też o tym, że tamten dzień to była sobota przed świętem Miłosierdzia Bożego, więc ten obraz jest szczególnie znaczący, wskazuje na symboliczny czas, w którym to się zdarzyło.

MK – Z naszej ludzkiej perspektywy patrząc możemy korzystać z naukowych ekspertyz, a takie znaki w które ja wierzę, to to, że Pan Bóg może pewne wydarzenia potwierdzić datą. Może to wydarzenie w tym okresie świątecznym miało wpłynąć na Polaków, żeby zastanowili się co się dzieje. Przecież to był straszny okres kłótni, rozłamu.

Pełny tekst tutaj...,

bottom of page