Boom. O młodym malarstwie polskim

Piotr Bernatowicz Arteon, nr 12(20), grudzień 2001 r.



W historii życia artystycznego trafiają się wystawy, których waga jest znacznie przeceniania. Trafiają się jednak także takie, które są niedoceniane, czy wręcz przeoczone. Dopiero po latach odkrywamy ich wagę i znaczenie. Jedną z takich niedocenianych wystaw były niewątpliwie "Najgroźniejsze pędzle" - prezentacja malarstwa młodego pokolenia zorganizowana na przełomie 2000 i 2001 roku w warszawskiej Królikarni. Waga tej wystawy polegała nie tyle na oryginalności kuratorskiego pomysłu - przeglądy pokoleniowe były, są i na pewno będą realizowane, ale na tym co zostało w jej ramach pokazane. Okazało się bowiem, że malarstwo - wbrew postmodernistycznym proroctwom - jest nadal cenione przez młodych artystów. Okazało się także, że nie jest to tylko zjawisko lokalne, ale ma charakter ogólnopolski.

Rok 2001, u którego progu stała owa wystawa, okazał się rokiem pod znakiem malarstwa młodych. Szereg kolejnych wystaw: "Scena 2001" w Zamku Ujazdowskim w Warszawie, wrocławska wystawa konkursu im. Eugeniusza Gepperta czy "Supermarket Sztuki", który odbyła się w czerwcu w warszawskiej galerii ZPAP ujawniły bardzo szeroką gamę młodych malarskich talentów. Zjawisko to zostało odnotowane na łamach prasy artystycznej. Także "Magazyn sztuki", bastion tzw. "sztuki krytycznej" odrzucającej tradycyjne medium obrazu, zaczął interesować się młodym malarstwem, choć oczywiście nie szczędząc krytyki. Skoro zjawisko młodego malarstwa zostało już odnotowane, można teraz przyjrzeć się mu bliżej i postawić kilka pytań, by uchwycić jego strukturę. Przede wszystkim zapytać należy co łączy młodych malarzy oprócz wspólnoty pokolenia końca lat sześćdziesiątych i początku siedemdziesiątych? Czy można wyróżnić jakieś wspólne tendencje formalne bądź odniesienia tematyczne lub odniesienia do konkretnych tradycji artystycznych? Zjawisko, którego jesteśmy świadkami nie jest na pewno tak jednorodne jak np. malarstwo nowych dzikich z przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Jeśli szukać porównania historycznego - będzie to raczej wystawa "Arsenał" z 1955 roku. Wówczas młode pokolenie przełamywało socrealizm, choć nie oznaczało to jeszcze zbiorowego akcesu do taszystowskiej nowoczesności. Podczas "Arsenału" zaprezentowało się wiele artystycznych indywidualności, jak Tadeusz Dominik, Stefan Gierowski, Roman Opałka czy Jan Lebenstein. Malarze ci, jak wiemy, podążyli następnie własnymi, odrębnymi ścieżkami. Obecnie mamy również do czynienia raczej z szeregiem indywidualności takich jak Zbigniew Rogalski, Dominik Lejman, Sławomir Toman, Jacek Dłużewski czy Marcin Maciejowski, niż jednolitym, ścisłym nurtem. O ile w roku 1955 odniesieniem negatywnym był marazm socrealistycznej pseudosztuki, o tyle obecnie mamy do czynienia ze zniechęceniem wszechobecnej instalacji i performance. Znamienna jest wypowiedź Sławomira Tomana, który w jednym z wywiadów mówi: "zrozumiałem, iż trafiłem na moment, kiedy sztuka związana z instalacjami i cala reszta przeżyła już swe najważniejsze chwile", jednak ciekawy jest także inny fragment wypowiedzi Tomana: "uważam, ze nie można dziś mówić o malarstwie w oderwaniu od konceptualizmu". Istotnie, gdy przyjrzymy się bliżej twórczości przedstawianych malarzy dostrzeżemy, że wiele ich prac balansuje na granicy, poza którą obraz staje się elementem instalacji. Takie są prace Barbary Kasprzyckiej, której "Salamandra" przywołuje "Artony" Włodzimierza Borowskiego, Zbigniewa Bujnowskiego, który rozpoczął niekonwencjonalny projekt malarskiego odnawiania fasad instytucji artystycznych, czy też Iwo Rutkiewicza, który posługuje się plastikową folią wykorzystywaną w opakowaniach. Wydaje mi się, że konceptualizm i związana z nim ironia i dystans stał się dla młodych malarzy rodzajem pośrednika między obrazem a otaczającą artystów rzeczywistością. Związek ze współczesną rzeczywistością naznaczoną komercją jest znamiennym rysem, który pojawia się u młodych malarzy. Wymienić tu można obrazy wspomnianego wyżej Tomana, w których pojawiają się hiperrealistycznie przedstawione banalne przedmioty, a także płótna Jacka Dłużewskiego i Michała Koniarka, czy też komiksy Wilhelma Sasnala i Marcina Maciejewskiego.

Ciekawym artystą sięgającą po tematykę powszedniego życia jest Marcin Kędzierski. Jego obrazy takie jak "Autobus" czy "Dzień dobry, jesteśmy z telewizji" ujawniają jak bardzo w naszej obecnej rzeczywistości tkwi jeszcze miniona epoka peerelu. Artysta podkreśla to także w warstwie formalnej m.in. poprzez sięgnięcie do malarstwa Andrzeja Wróblewskiego. Pewien sentymentalizm charakteryzujący się odwołaniem do rzeczywistości peerelu, jest kolejnym istotnym wątkiem przewijającym się w malarstwie młodych. Ciekawymi przykładami są tutaj płótna artystek: Pauliny Ołowskiej i Bogny Gniazdowskiej. W obrazach obu artystek, inspirowanych fotografią, kluczowym elementem jest ubiór, który jest śladem dawno minionej mody. Pomimo podobnego zabiegu mamy jednak do czynienia z diametralnie różnymi nastrojami. U Ołowskiej lekkie sukienki tworzą ulotna atmosfera beztroskiego dojrzewania, u Gniazdowskiej niemodne, ciężkie ubrania stają się symbolem vanitas. Na przeciwnym biegunie względem obrazów tematycznych znajdują się płótna abstrakcyjne. Wśród obrazów młodego pokolenia bardzo dużo jest abstrakcji w bardzo dobrym wykonaniu i właściwie należało by jej poświęcić osobny artykuł. (...) Przyszłe lata pokażą, jak rozwinie się twórczość młodych malarzy - na razie jedno jest pewne, ich wspólny debiut w mijającym roku na pewno nie zostanie przeoczony.

​Piotr Bernatowicz

historyk i krytyk sztuki, kurator, w latach 2006-2014 redaktor naczelny magazynu o
sztuce Arteon, w latach 2014- 2017 dyrektor Galerii Miejskiej „Arsenał” w Poznaniu

Autobus, 2001r.

tempera na płótnie

Oczekiwanie niebieskie, 2002 r.

tempera jajowa na płótnie

© 2023 by Artist Corner. Proudly created with Wix.com

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now