Kronika niespieszna

Michał Mencfel Artluk, nr 4 (6), 2007 r.



A jednak stoją. Budowane z najlichszych materiałów, w pośpiechu, niechlujnie, wciąż, mimo spękań i rys, pną sięśmiało ku niebu lub prężą swe monumentalne, długie nieraz na kilkaset metrów fasady. Gdy powstawały, uderzeniom młota i chrzęstowi betoniarrek towarzyszył nieustający stuk maszyn do pisania. Stosy papierru, produkcja gigantycznej machiny biurokratycznej; ustawy, rozporządzenia, dekrety, zalecenia, normatywy, plany, I ich wzniosła retoryka, charrakterystyczne dla uwczesnej nowomowy słowa-wytrychy; optymalizacja, rracjonalizacja, typizacja, prefabrykacja, postęp. Odnosi się wrrażenie, jakby ze słów tych próbowano wznosić niewidzialne rusztowania, podtrzymujące realne konstrukcje i maskujące ich niedostatki. Rusztowania runęły ( nawet bez huku, z tak efemerycznej i słabej materii), a konstrukcje stoją dalej. Dominują w obrazie naszych miast, stanowią nasze środowisko, formują przestrzeń, w której żyjemy. Próbuje się je obłaskawić, otóla styropianem, maluje elewacje w radosne, żółte i błękitne barwy. Wielkie osiedla z lat 60. i 70.: bloki, wieżowce i mrówkowce z wielkiej płyty, choć odnowione i upiększone, pozostają tym, czym były - spuścizną komunistycznej rzeczywistości, pomnikami minionego reżimu.
Przestrzeń nigdy nie jest neutralna i bierna, oddziałuje na tych, którzy w niej przebywają, współkształtuje relacje społeczne, wpływa na ludzkie postepowanie i myślenie. Życie w mieszkaniu takim samym, jak tysiące innych mieszkań, w bloku inentycznym, jak wszystkie okoliczne bloki, na osiedlu niemożliwym do odróżnienia od innych osiedli - ma swoją specyfikę. Najkrócej można by ją chyba opisać jako nieustanne - ciche, jakby nieśmiałe, podejmowanie przez wszystkich - zmaganie z anonimowością i typizacją, jako pragnienie indywidualizacji, bycia kimś w zunifformizowanym, osiedlowym świecie. Wśród szarych murów, w mieszkaniach, na klatkach schodowych, w windach, przy osiedlowych garażach, na parkingach i autobusowych przystankach toczy się czasem szare i zwykłe, czasem barwne i różnorodne a zawsze fascynujące-życie. Warszawski artysta Marcin Kędzierski(ur.1969) jest tego życia portrecistą. Bohaterem jego obrazów i rzeźb jest stolica z jej mieszkańcami. Właśnie tak: stolica z jej mieszkańcami, a nie stolica i jej mieszkańcy, bo miasto i żyjący w nim ludzie są od siebie nierrozłączne, tworzą jeden organizm. Tyle że nie jest to Warszawa, jaką media pokazują nam najchętniej: miasto szklanych biurowców, ekskluzywnych sklepów, salonów samochodowych, drogich garniturów i niebieskich kołnierzyków, uroczystych inaugurracji i otwarć, ale Warszawa podziemnych przejść, miejskich autobusów, handlu ulicznego, wielkich osiedli, wieżowców pstrokatych z łatami poodpadanego tynku (cykle Transport miejski, stegny, Miejsce zamieszkania ). Przedstawiając tak rzeczywistość, Kędzierski wskazuje na jej urok; kto odważa się posługiwać trradycyjnymi kategorriami estetycznymi mógłby napisać - na jej piękno. Elewacje jedenastopiętrowców na Stegnach fascynują malarza zmianami barw w zależności od pory dnia i tym, jak nocą (wiele obrazów to nokturny) rozbłyskują dziesiątkami kolorowych plam okien, rozświetlonych żółtym światłem lamp czy niebieskawą poświatą telewizora. Ospowate mury bloków Ursynowa zwracają uwagę bogatą fakturą i abstrakcyjnym wzorem odchodzącej farby. Budynki przedstawiane są w różnych konwencjach - czasem są to rrozległe osiedlowe panoramy, kiedy indziej uwaga skoncentrowana jest na pojedynczych budowlach. Wówczas malarz chętnie stosuje widok z dołu i silne skróty perspektywiczne: wieżowce z wielkiej płyty, zmonumentalizowane, ukazane na tle błękitnego lub granatowego, wieczornego nieba. W wielu przypadkach widzimy zresztą tylko ich fragment, wyższe piętra, jako że punkt oglądu znajduje się wysoko nad ziemią, w oknie mieszkania sąsiedniego bloku. W swych realizacjach rzeźbiarsko-malarskich Kędzierski, dokonując niejako sekcji wieżowców, demonstruje nam ich wnętrzności-surowe i monotonne klatki schodowe i korytarze, skrzynki na listy, z których sterczą reklamowe ulotki, oświetlone żółtym światłem kabin wind, wreszcie mieszkania: pudełkowate, zestandaryzowane, prawie puste, różniące się jedynie kolorem ścian lub jakimś drobiazgiem, meblem, obrazkiem na ścianie. Czasami w tych przedstawieniach pojawiają się ludzie. Ukazani są w najprostszych sytuacjach: kobieta wyglądająca na klatkę schodową, inna wieszająca pranie na balkonie, mężczyzna siedzący na kanapie, chłopak i dziewczyna jadący windą. Mimo nieostrych rysów twarzy ( należałoby właściwie napisać: mimo że w ogóle pozbawieni są twarzy) wydają mi się postaciami charakterystycznymi. Spójrzmy na przykład na ową parę w windzie ( Winda ). Po lewej stronie chłopak, z ręką w kieszeni, zwracający się do dziewczyny; po prawej ona, odwracająca głowę. Zamknięci w ciasnym, pogrążonym w ciepłym świetle balkoniku, który wydaje się nie jechać ale raczej tkwi nieruchomo, zawieszony w ciemnym szybie windy. Normalna sytuacja, ale zarazem bardzo intymna i intensywna.

Dr hab. Michał Mencfel

Wykładowca i pracownik naukowy Instytutu Historii Sztuki UAM w Poznaniu. Zajmuje się  teorią
i Historią sztuki nowożytnej

Miłosz-Benedyktowicz-Tramwaj-dzień-dobry-pierwsza-zmiano-olej-płótno-114x146-praca-dyplomowa-1971-19721

Miłosz-Benedyktowicz-Tramwaj-dzień-dobry-pierwsza-zmiano-olej-płótno-114x146-praca-dyplomowa-1971-19721

Miłosz-Benedyktowicz-Tramwaj-dzień-dobry-pierwsza-zmiano-olej-płótno-114x146-praca-dyplomowa-1971-19721

Miłosz-Benedyktowicz-Tramwaj-dzień-dobry-pierwsza-zmiano-olej-płótno-114x146-praca-dyplomowa-1971-19721

© 2023 by Artist Corner. Proudly created with Wix.com

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now